fbpx

Salem Express

Lokalizacja: (26o39’01 “N; 34o03’48” E)

W pierwszej połowie lat 90 XX wieku doszło do kilku poważnych katastrof morskich z udziałem statków pasażerskich. W 1993 na Bałtyku zatonął polski prom Jan Heweliusz, w 1994r. na dno poszła Estonia. Tę czarną serię otworzyło dramatyczne zderzenie z rafą, egipskiego statku Salem Express z 16 grudnia 1991 roku na Morzu Czerwonym.

Stępkę pod budowę promu Salem Express położono we francuskiej stoczni (Forges and Ateliers et Chantiers de Mediterranee, La Seyne, France) w 1963 roku. Statek dostarczono zamawiającemu w 1965, a wszedł on do służby w 1966 roku. Miał 115 metrów długości i niemal 18 szerokości. Wyposażony był w 428 kabin pasażerskich i mógł oficjalnie zabrać 1200 osób oraz 142 pojazdy. Pływał najpierw pod banderą francuską, później duńską. Ostatecznie na początku lat 80 XX wieku został sprzedany do Egiptu. Jednostka każdorazowo zmieniała nazwę przy przechodzeniu do nowego właściciela, ostatni armator w 1988 roku nadał mu nazwę Salem Express.

Prom w tragicznie zakończoną podróż wyruszył 15 grudnia 1991 roku z Port Jeddah w Arabii Saudyjskiej do egipskiej Safagi. Na pokładzie znajdowało się wiele rodzin, które wracały z pielgrzymki religijnej. Z powodu awarii wypłynięcie w morze było opóźnione o dwa dni. Najprawdopodobniej by ulżyć zmęczonym pielgrzymom czekającym na powrót do domów kapitan Hassan Moro wybrał krótszą ale bardziej niebezpieczną trasę, która przebiegała pomiędzy egipskim brzegiem, a rafą (Hyndman Reef). Z nieznanych przyczyn statek znalazł się o pól mili morskiej za bardzo na północny wschód i zamiast przemieszczać się bezpiecznym przesmykiem uderzył w rafę. Gdyby rejs odbywał się za dnia to być może, pomimo pomyłki w nawigacji nie doszłoby do katastrofy. W świetle słonecznym dostrzeżenie płytko zanurzonej rafy nie jest trudne. Panowała jednak ciemność, a warunki były bardzo trudne. Trwał gwałtowny sztorm, który później już po katastrofie bardzo utrudnił i opóźnił akcję ratowniczą.

Statek z dużą prędkością uderzył w rafę uszkadzając kadłub. Gdy przez uchyloną furtę dziobową na pokład samochodowy wdarły się masy wody, los statku stał się przesądzony. Prom błyskawicznie przechylił się i zatonął. Widoczne dziś na dziobie uszkodzenia kontrastujące z ogromem całego statku wydają się pozornie niewielkie. Jednak to właśnie one stały się przyczyną zagłady promu Salem Express. Po raz kolejny okazuje się jak bardzo jesteśmy bezradni w zetknięciu z potęgą natury.

Wrak leży na dnie na prawym boku na głębokości około 30 metrów. Lewa burta znajduje się w odległości 10-12 metrów od lustra wody. Katastrofa przebiegła tak szybko, że nie udało się spuścić szalup na wodę. Łodzie ratunkowe leżą obok wraku. Piasek dna pokrywają też arkusze blachy falistej, która stanowiła osłonę przeciwsłoneczną pokładu.

Ilu pasażerów tak naprawdę płynęło promem Salem Express? Tego nie wiemy do dziś. Oficjalnie po katastrofie ogłoszono, że zginęło 470 pasażerów. Nieoficjalnie mówi się jednak, że nurkowie w ciągu kilku dni i tylko z łatwiej dostępnych części wraku wydobyli 850 ciał. Akcję zakończono przed dokonaniem pełnej penetracji statku uznając, że zejście do najniższych pokładów jest zbyt niebezpieczne. Stąd też, trzeba mieć świadomość iż we wraku prawdopodobnie pozostała część ofiar. Z katastrofy uratowało się jedynie 180 osób. Niektórzy rozbitkowie o własnych siłach dopłynęli do brzegu oddalonego o trzy mile morskie.

Jak wiadomo nurkowanie na wraku Salem Express budzi sporo kontrowersji. Nierzadko od egipskich przewodników nurkowych można usłyszeć informację, że nie nurkują w tym miejscu. „Nie pływam na Salem Express, bo nie ma w Egipcie rodziny, która nie straciła na nim kogoś bliskiego” – usłyszałem jesienią 2016. W maju 2017 gdy przewodnik powiedział: „nurkowałem na Salemie po katastrofie wydobywać ofiary, nigdy więcej tam nie popłynę”, odwróciłem tylko wzrok i spojrzałem w kierunku horyzontu. Mimo to na wraku Salem Ekspress nurkuje bardzo wiele osób. Odwiedzając to miejsce należy mieć świadomość tego, że jest się na cmentarzu. Stąd zachowanie powagi, absolutny zakaz dotykania czegokolwiek we wnętrzu, a szczególnie bagażu powinny być bezwzględnie przestrzegane przez każdą osobę penetrującą wrak.

W kontekście ogromu dramatu, może być też nieco zaskakującym to, że właśnie prom Salem Express jest dla wielu osób pierwszym w życiu wrakiem, na którym nurkują. Sprzyja temu jego usytuowanie i panujące warunki środowiskowe. Salem leży płytko, w miejscu gdzie nurkowania nie utrudniają prądy i znajduje się on blisko portu Safaga. Łatwość nurkowania w tym miejscu kontrastuje z bezmiarem tragedii, która się zdarzyła. Widok bagaży, dziecięcych rowerków, sprzętu AGD w ładowni robi przeszywająco ponure wrażenie.

Głębokość nurkowania na Salem Express może wynosić od niewiele ponad 10 do nawet 30 metrów. Wrak jest więc miejscem dostępnym dla osób z różnymi poziomami wyszkolenia. Jednak tylko nurkowie bardziej zaawansowani mogą sobie pozwolić na penetrację wnętrza. Potrzebna jest dobra pływalność, doświadczenie i właściwa odporność psychiczna. W środku jest sporo pyłu. Trzeba się też liczyć z trudnościami w orientacji spowodowanymi tym, że kadłub leży na boku. Drzwi znajdują się w miejscu sufitu i podłogi. Schody zamiast z dołu na górę, prowadzą z prawej do lewej. W miejscach gdzie meble były przymocowane do podłogi – sterczą teraz ze ściany. Zaglądając do kajut i patrząc na koje dopiero po chwili można rozpoznać, że widzi się na pionowo stojące teraz posłania. To czego w stoczni nie przytwierdzono na stałe leży na podłodze będącej wcześniej ścianą.

Pierwszy raz nurkując na tym wraku przed oczami miałem obrazy z akcji ratowniczej, które wieczorem 16 grudnia 1991 ukazały się w Wiadomościach w TVP1. Obraz katastrofy wrył się mocno w pamięć. Zbliżając się do wraku miałem wrażenie, że wystarczy zamknąć oczy by usłyszeć gwar pasażerów i stukot samochodów wjeżdżających rampą załadunkową.

W lewej burcie jest kilka otworów przez, które można zaglądnąć do kajut. Tędy można też wpłynąć do środka. Wewnętrzne ciemne korytarze prowadzą do znajdującego się na rufie dużego przedziału ładunkowego. Najpierw widać bagaże, po chwili udaje się dotrzeć  do części samochodowej.

Pokład samochodowy jest łatwo dostępny, dotrzeć do środka można również przez bramę rufową. Furta odpadła i dziś leży na dnie. Jednym z pierwszych pojazdów, na który tam natrafiamy jest duży samochód kombi. Po bliższych oględzinach okazuje się, że jest to Toyota, prawdopodobnie Cressida model produkowany w latach 1984-1987. Wewnątrz samochodu przez szyby pięć lat temu widziałem rzeczy osobiste pasażerów, tym razem nie przyglądałem się zbyt dokładnie. Niektóre pojazdy leżą kołami do góry. Wstrząsające wrażenie robią wszystkie miejsca, gdzie widać dobytek pasażerów, bagaże, rowery, ubrania. Wypływając na zewnątrz w prawo z pomieszczenia rufowego można dostać się do śrub i steru. Zanim jednak dopłyniemy do tego miejsca mijamy setki walizek, toreb i pakunków spoczywających w ładowniach. Najbardziej wstrząsające wrażenie robią rowerki, zabawki i wielka torba z napisem „Happy Journey”.

Śruby i ster okazują się doskonale widoczne. Opływając rufę i docierając do pokładu można zapoznać się z jego wyposażeniem i zaglądać do wnętrza nadbudówek. Na kominach doskonale widoczne logo statku z rzucającą się w oczy wielką literą S. Opadając w dół dotrzeć można do jednej z leżących na dnie szalup. Wracając w kierunku powierzchni natrafiamy na otwory okienne, wydaje mi się, że jeszcze pięć lat temu znajdowały się w nich szyby.

Nad dziobem zakręcamy w lewo w kierunku burty i przystanku bezpieczeństwa. Jeszcze jedno zerkniecie na niedomkniętą furtę dziobową.

Od katastrofy mija już niemal 30 lat, jednak korale obrastają statek bardzo powoli, jakby nieśmiało. Wrak wydaje się przez to zadziwiająco nowy i przez to sprawia wrażenie niezabliźnionej rany, ledwie przykrytej bandażem. Natura kiedyś jednak pochłonie to co niedawno było pięknym promem pasażerskim. Kiedyś Salem Express stanie się zapewne częścią rafy, tej samej, która stała się przyczyną jego zagłady. Przy ładnej pogodzie i wspaniałej w tym miejscu widoczności w pobliżu pełnej życia formacji rafowej trudno uwierzyć w to co wydarzyło się w tym właśnie miejscu w grudniu 1991.

Nurkowanie trwało 54 minuty, maksymalna głębokość 28,1 metra.

Przemysław Jocz

Organizator wyprawy: Krzysztof Haracz instruktor nurkowania, Szkoła Nurkowania Dive Point ze Szczecina.

Źródła:

https://www.seawolf-safari.de/salem-express/?lang=en

https://www.seawolf-safari.de/wp-content/uploads/2015/10/Wracks_Salem-Express_en.pdf

https://nautica.pl/blog/salem-express-nurkowanie-na-wraku-z-tragiczna-historia-w-tle/

https://www.wrakimorzaczerwonego.pl/regiony-morza-czerwonego/safaga/salem-express/

http://www.divesitedirectory.co.uk/dive_site_red_sea_safaga_wreck_salem_express.html

https://giddeonzeix.smugmug.com/Diving/Salem/

https://en.wikipedia.org/wiki/MV_Salem_Express

https://wrecksite.eu/wreck.aspx?102874

Autor

Przemysław Jocz

Autor tekstów i zdjęć. Politolog (Uniwersytet Szczeciński). Pierwszy raz był pod wodą w 2007 roku. Pierwszy ukończony kurs (2008r.) w Lidze Obrony Kraju (płetwonurek III klasy). Intensywnie nurkuje od 2015r. Aktualne uprawnienia nurkowe: SSI Deep Diving oraz: SSI Gas Blender Nitrox/Trimix, napełnianie butli kwalifikacje: Urzędu Dozoru Technicznego. Strażak Ochotniczej Straży Pożarnej. Współorganizator i uczestnik akcji ekologicznych (sprzątanie jezior), wolontariusz W.O.Ś.P. Autor jednej książki, współautor dwóch. Żona Anna jest nurkiem technicznym i partnerem nurkowym.

Nie umiesz nurkować?

Zobacz jak zacząć